Poczatek Drogi

Up Stowarzyszenie

 

POCZATEK DROGI. 1968. (fragment wspomnien)

Zawsze bylem niespokojnym duchem. Nielatwo bylo mnie poskromic. Mialem przy tym dwie pasje: podroze i polityke. W przyszlosci doprowadzic mnie to mialo do ciaglych konfliktow ze strozami "socjalistycznego porzadku". Dosc wczesnie zaczalem sie ksztaltowac politycznie. I chociaz nie wiem jak i kiedy dokladnie to sie dokonalo - nie byl to bowiem proces krotki - to pamietam, ze gdy mialem osiem lat, w domu mojej babki dyskretnie sluchano Glosu Ameryki. Pozniej zas, juz jako kilkunastoletni chlopiec, Wolnej Europy moglem sluchac godzinami. Duze znaczenie w tym ksztaltowaniu musialo miec odkrycie jakiego dokonalem pewnego dnia w starym kufrze mojej babki. Poza wieloma starymi, rodzinnymi dokumentami znalazlem w nim przedwojenne gazety i oprawione roczniki tygodnika Mlody Zawodowiec z konca lat trzydziestych, w ktorym duzo miejsca poswiecono historii - jakze innej od tej, ktorej uczono w szkole. To lektura tego tygodnika pokazala mi prawdziwy - tak bardzo rozny od obowiazujacego w peerelu - obraz II Rzeczypospolitej: panstwa niepodleglego i jego osiagniec. Znalazlem tam takze broszury polityczne. W jednej z nich pulkownik Adam Koc, szef Obozu Zjednoczenia Narodowego pisal: Komunizm w zalozeniach swych, celch i metodach, jest tak obcy duchowi polskiemu, ze w Polsce nie ma dla niego miejsca. Polska komunistyczna przestalaby byc Polska. Inna zas, z 1938 r., zaczynala sie - pamietam to do dzis - slowami: Polska musi sie stac wielkim mocarstwem. W warunkach, w jakich zyjemy, mozemy byc albo potega, albo zostaniemy niczym. W rok po napisaniu tych slow Polske ponownie wymazano z mapy Europy. Mnie jednak wtedy, po ich przeczytaniu mocno wryly sie one w pamiec. Nie chcialem abysmy "byli niczym". W kregu tej ideologii pozostawac mialem przez nastepnych pare lat. To wtedy wlasnie, majac 15 lat, rysowalem mapy Polski od morza do morza. Ba!, przylaczylem nawet do Rzeczypospolitej Krym i Odesse, zmienajac przy okazji jej nazwe na Czarnopol (!). Ale jeszcze jesienia roku 1972, majac juz dwadziescia lat, napisalem taki oto wiersz, bez tytulu:

Polsko, moja Polsko,
         Polsko ukochana,
Gdzie jest Twoja wolnosc!?,
         - dzisiaj zaklamana!!!,
Gdzie Twoja potega?,
         gdzie Twoje rubieze?,
Dzisiaj ich juz obca, wroga
         przemoc strzeze...

Kiedys tam wrocimy!
          I za Dniepr daleki,
Rzeczpospolita rozciagniem
          na wieki...

I bedzie potega Polska ukochana,
od Morza Czarnego po Baltyk rozlana!

Od samego poczatku bylem wiec elementem antysocjalistycznym. I takim zastal mnie rok 68. To tego roku - i to juz byl moj swiadomy wybor - powiesilem w moim pokoju portret Marszalka Pilsudskiego, a pewnego wieczoru, na swiezo odnowionym murze Domu Kultury w moim miescie namalowalem napis: Nie zapomnimy Katynia!. Nie, nie dlatego, ze mur byl swiezo pomalowany, ale dlatego, ze bylo to wieczorem w miare bezpieczne miejsce. 1968. Nie byl to dobry rok dla komunistow. A dla mnie, szesnastoletniego wowczas chlopca, byl duzym przezyciem. Po wypadkach marcowych, kiedy to w wielu polskich miastach milicja starla sie brutalnie ze studentami protestujacymi przeciw zdjeciu z afisza mickiewiczowskich Dziadow, nadciagal nieuchronnie kryzys czechoslowacki, gdzie od stycznia Aleksander Dubczek, ciagle jeszcze probowal realizowac swoja wizje socjalizmu o ludzkiej twarzy. Za wiare w reformowalnosc komunistycznego systemu, juz wkrotce zaplacic mial wysoka cene. Odkad siegam pamiecia wstecz, okres letni zwiazany byl dla mnie z morzem.

 

Sopot' 60. Juz jako osmioletni chlopiec poznalem smak "samotnej zeglugi".

 

Tak bylo i tym razem - sierpien spedzalem w Gdyni. Miasto pelne bylo turystow, szukajacych romantyzmu podrozy morskich na trasie Gdynia - Hel. Wielki ruch panowal na Skwerze Kosciuszki, skad odplywaja statki bialej floty. Byla tez dodatkowa atrakcja; turysci z podziwem spogladali na piekna, biala fregate. To Dar Pomorza zacumowal tu na krotko przed wyjsciem w rejs do Sztokholmu. Radosne, spokojne wakacyjne dni... Nie pamietam juz, kiedy ta beztroska, wakacyjna  atmosfera prysla, a w jej miejsce pojawil sie niepokoj i nerwowe wyczekiwanie. Ludzie najpierw zaczeli szeptac, a potem juz glosno mowic o wojnie. W sklepach zaczeto masowo wykupowac zywnosc. Obraz ludzi ciagnacych wozki z maka, kasza i cukrem nie nalezal w tych dniach do rzadkosci. Oficerom Marynarki Wojennej zabroniono opuszczac bazy: flote postawiono w stan gotowosci bojowej. Na ulicach Gdyni pojawily sie liczne patrole wojskowe, uzbrojone w bron maszynowa. Ich widok poglebial jeszcze uczucie obawy. Wlasnie wtedy rozpoczela sie inwazja na Czechoslowacje: agresja dlawiono "Praska "Wiosne". Postanowilismy z Mama opuscic Wybrzeze i wrocic do domu. Slask przywital nas ponurym warkotem lotniczych silnikow. To wojskowe transportowce, ktorych poczatek i koniec zdawal sie nie istniec, przesuwaly sie powoli na niebie, na poludnie - ku broniacej swej wolnosci Czechoslowacji. Udzial Ludowego Wojska Polskiego w tej inwazji pamietano nam nad Weltawa dosc dlugo: jeszcze dziesiec lat pozniej bedac w Pradze zmuszony bylem tlumaczyc Czechom, ze polski zolnierz nie wkroczyl do ich kraju z wlasnej woli.
Edward I. Fialkowski

Autor z Matka, Marianna J. Fialkowska w Gdyni w sierpniu 1968 r.

 

 

 

  | home page

 | email do mnie |

Hit Counter